DZIEŃ CZWARTY

Dzień czwarty (26 czerwca) to raport z niedobrego snu, który się spełnił. Niewola ukazana w spektaklu „EMDR” jest dokumentem teatralnym dotykającym jednej z najbardziej traumatycznych sytuacji spotykających człowieka: wojny, uwięzienia, przesłuchania, autentycznego zagrożenia utratą życia. Relacja z traumy i próba jej oswojenia są swoistym raportem wewnętrznej katastrofy, po której nic już nie jest takie samo. 

 

godzina 18, „EMDR (eyes, movement, donbas, renegade)” – spektakl Pawła Jurowa (Ukraina), Teatr Kana 
godzina 21, „EMDR (eyes, movement, donbas, renegade)” – spektakl Pawła Jurowa (Ukraina), Teatr Kana 
godzina 22, Muzyczna Łąka Spoiw: Whiteman (Ukraina/Polska), Łąka Kany

 

O tym, że poznałem Pawła zadecydował przypadek. Pamiętam, że bardzo mocno przeżywałem to, co działo się w 2014 roku na Majdanie i temat Ukrainy stał mi się wtedy mocno bliski. I potem, już jak toczyła się wojna w Donbasie, dotarł do mnie list-apel o uwolnienie ukraińskiego reżysera, Pawła Jurowa. Podpisałem. 

Potem były spotkania na festiwalach i wreszcie otwarte czytanie jego tekstu w Kanie. Teraz, po pięciu latach, tekst przybierze postać sceniczną i stanie się to tutaj − w naszej przestrzeni. To była długa droga Pawła – od wersji publicystyczno-dokumentalnej, przez nasycanie tego czymś coraz bardziej osobistym, włączenie w bardzo intymny proces terapii, aż do momentu, w którym następuje (ma nastąpić) rodzaj uwolnienia. Oczywiście, doświadczenie urazów związanych z przeżyciami granicznymi, gdy grozi utrata życia, pozostają w człowieku na zawsze, tym bardziej, że ta wojna – podobnie jak wiele innych na świecie – dalej trwa i przez cały czas wiele osób jest poddawanych takim przeżyciom. I to dla niego nie jest łatwe – ta teatralna wiwisekcja. Ale robi wyłom w swojej prywatności po to, żebyśmy mogli, poprzez niego, zajrzeć w naturę ludzką.

Festiwal to dla nas czas święta – i jest się z czego cieszyć: żyjemy na takim skrawku ziemi, gdzie nie ma otwartego zbrojnego konfliktu. Ale wiemy jak blisko to jest. I zawsze w naszym rozumieniu festiwal jest takim przenikającym się połączeniem świadomości tego, że możemy się cieszyć, z tym, że jesteśmy partnersko odpowiedzialni za tych, którzy gdzieś obok się z czymś zmagają. Jest takim znakiem i ukłonem wobec tych wszystkich, którzy dzielą z nami tę ziemię − że nie są sami.

Poza tym od jakiegoś czasu bardzo lubię projekty, które się długo budują, w których wybrzmiewają podobne do moich tonacje. Tu facet przez wiele lat opowiada jakąś historię, która go osobiście dotknęła: sam staje na scenie, opowiada o sobie – i dotyczy to rzeczy i uniwersalnych, i aktualnych, i lokalnych jednocześnie. To tworzy dla mnie spójną całość. I teraz jest szansa, żeby się to − na naszej scenie − dopowiedziało.

Janek Turkowski

powrót